07.listopada 2025

Mali asystenci

Mniej więcej od połowy wizyty Doktorom zaczęli towarzyszyć asystenci. Najpierw jeden, a chwilę później dołączył drugi. Chłopaki w podobnym wieku – jakieś dziewięć, może dziesięć lat. Ani jeden, ani drugi nie wyglądali na „świeżaków”. Zero przerażenia przed gabinetem zabiegowym, za to znajomość szpitalnego menu podejrzanie dobra jak na kogoś, kto przebywa tu dopiero od kilku dni. Wyglądali więc raczej na oddziałowych „tubylców” albo przynajmniej takich, którzy zdążyli już zjeść niejeden szpitalny podwieczorek. W każdym razie byłam przekonana, że chłopaki już się znają od jakiegoś czasu i wolne chwile spędzają wspólnie.
Na początku „asystenci” szli za Doktorami w kompletnej ciszy, podążając za nimi od sali do sali i ciesząc się, że tego dnia drzwi do wszystkich pomieszczeń były szeroko otwarte. Dzięki temu mogli lepiej widzieć i słyszeć, co się dzieje w kolejnych pokojach. Przy trzeciej czy czwartej sali nagle jeden z nich wyciągnął rękę do drugiego:
– „Borys” – powiedział.
– „Nikodem” – odpowiedział tamten i też wyciągnął rękę.
– „Byli już u ciebie?” – zapytał Borys tonem zupełnie niepasującym do dziewięciolatka.
– „Byli” – odparł Nikodem, w podobnie dorosłej intonacji.
Nawet rozmawiając, nie odrywali oczu od Doktorów, jakby byli zaczarowani.
Z początku korytarza dobiegł dźwięk obiadowego wózka.
– „Co robisz po obiedzie?”
– „Nudzę się.”
– „To wpadaj do dziesiątki, coś razem porobimy!”
Nikodem spojrzał na Borysa takim wzrokiem, jakby właśnie odkrył coś niesamowitego: „A tak można było?!” – zdawały się mówić jego oczy. Po chwili jednak rzucił z entuzjazmem:
– „Pewnie!” – i ton jego głosu od razu stał się bardziej beztroski.
Asystenci towarzyszyli Doktorom aż do końca wizyty, żegnając się dopiero przy wyjściu z oddziału – oczywiście po solidnej porcji „piątek” przybitych na pożegnanie.
A mnie po tej wizycie zostały przemyślenia, że choć wnętrza są ładne, sprzęt nowoczesny, a personel naprawdę życzliwy, to jednak szpital wciąż nie kojarzy się dzieciom ze wspólną zabawą i radością. I właśnie dlatego dobrze, że są takie Noski jak Doktor Teodor i Doktor Hilary – żeby czasem o tym przypominać.
 - dr Michalina Maczek

abaton-monitoring